BEATYFIKACJA MATKI MAŁGORZATY ŁUCJI SZEWCZYK

9.06.2013 r. Kraków - Łagiewniki

Kard. Angelo Amato,

Prefekt Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych

 

relikwiarz szewczyk

Boże w Trójcy Jedyny, Który powołałeś bł. Małgorzatę Łucję do troszczenia się o ubogich i opuszczonych członków Mistycznego Ciała Chrystusa Pana, daj nam iść za głosem Twojej świętej woli, a za przyczyną bł. Małgorzaty Łucji udziel nam łaski… o którą pokornie prosimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

 

Homilia kard. Angelo Amato w czasie beatyfikacji

1. Polska jest ojczyzną świętych. Tutaj, w Krakowie, wyjątkową czcią jest otaczany św. Stanisław oraz wielu innych świętych z minionych wieków. Niezatartą pozostaje pamięć o Papieżu Wojtyle, dynamicznym pasterzu waszej Ojczyzny, który swoją bezgraniczną miłością ogarnął cały świat. Lecz Karol Wojtyła nie jest sam. Właśnie tutaj, w Krakowie, pozostaje nadal bardzo żywa postać św. Faustyny Kowalskiej, apostołki Miłosierdzia Bożego. Sanktuarium, w którym jesteśmy, świadczy o jej świętości i rozkrzewianiu przez nią nabożeństwa Miłosiernego Serca Jezusa.

 Polska jest narodem, który zrodził i nadal rodzi wielu świętych, chrześcijan odnowionych przez łaskę i ożywionych Bożą miłością, ludzi odważnych, którzy silni wiarą wychylają się z łodzi miotanej burzami, aby pomóc braciom będącym w potrzebie, którzy walczą o to, aby nie wchłonęły ich fale nędzy fizycznej czy moralnej.

 Czyniąc dobro, święci przypominają nam, że nie jesteśmy skazani na zło, ale powołani do dobra. Dobro zawsze zwycięża nad złem, ponieważ jest częścią kodu genetycznego osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga, który jest dobrocią i świętością nieskończoną. Mimo nikczemności i grzechów, które codziennie zniekształcają ludzkość, dobroć Bożego oblicza rozbłyska zawsze na twarzy każdego człowieka, zwłaszcza świętego.

 Jest to pierwszy dar, jaki wszystkim nam ofiarują obydwie Błogosławione, wyniesione dzisiaj do chwały ołtarzy przez Papieża Franciszka. Przypominają nam one, że również my jesteśmy wybrani przez Pana Boga, że jesteśmy kapłanami Króla, narodem świętym, powołanym do szerzenia radości bycia uczniami Chrystusa, świadkami Jego Ewangelii miłości i miłosierdzia. Kościół i społeczeństwo, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek indziej, potrzebują świętych, kobiet i mężczyzn, którzy wnoszą pokój, łagodność, zrozumienie i przebaczenie.

 Święci to odważni bohaterowie, którzy budują świat, uzdrawiając jego ukryte rany i tworząc z boską fantazją oazy miłości dla wszystkich, wielkich i małych, bogatych i ubogich, zdrowych i chorych. Historie tych obojga kobiet, dzisiejszych nowych Błogosławionych, to opowieści o trudnym życiu, lecz mocnym wiarą, nadzieją i miłością. Ich życia są opowieścią, które budują, ponieważ pozwalają odkryć z nową siłą konieczność pozytywnej relacji z bliźnim, ponieważ aktualizują proroctwo o szczęściu ziemskim i niebieskim.

2. Prawie cztery stulecia dzielą nas od Błogosławionej Zofii Czeskiej z Maciejowskich (1584-1650), twórczyni najstarszej szkoły dla ubogich dziewcząt na ziemi polskiej i założycielki Zgromadzenia Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Wierne charyzmatowi założycielskiemu, który jasno ujmują słowa „nauczanie i formacja”, duchowe Córki Matki Zofii, dzięki swoim szkołom wychowały liczny zastęp dziewczyn, często pochodzących z rodzin ubogich lub osieroconych. Dały im rzetelne wykształcenie intelektualne i religijne, przygotowując je w ten sposób do godnego życia rodzinnego i zawodowego.

 Matka Zofia Maciejowska Czeska, kobieta bogata, wykształcona i inteligentna, zostając wdową w wieku 22 lat, całkowicie poświęciła się służbie Bogu w Kościele. Jej miłość do Pana Boga nie była tylko miłością uczuciową lecz miłością twórczą, która wyrażała się poprzez konkretną pomoc okazywaną dzieciom i potrzebującym. Była to miłość ofiarna i bezinteresowna. Była to miłość osadzona na mocnej wierze, która karmiła się Eucharystią i nieustanną modlitwą.

 Jej duchowość była maryjna. Dla wyrażenia natury swojego duchowego charyzmatu wybrała tajemnicę Prezentacji Maryi w świątyni, jako wzór dla życia osobistego i jako źródło natchnienia dla swojej misji. Zakładanemu przez siebie Zgromadzeniu powierzyła zawołanie Chwała Bogu i Jego Matce, zaś maryjny monogram stał się jego herbem.

 Kierując się duchem Ewangelii oddała swoje dobra na cele formacji młodych, potrzebujących dziewcząt, które stały się jej rodziną i dziedzictwem jej dobroci. Miała zwyczaj mówić, że kiedy ofiaruje się coś osobom biednym i potrzebującym, ofiaruje się samemu Jezusowi. Jej wielka miłość do Pana Boga zmieniała się w heroiczną miłością bliźniego, do którego zwracała się z miłosierdziem i wielką wielkodusznością.

 Godna podziwu była jej troska o tych, którzy powierzeni zostali jej opiece. Towarzyszyła im wiernie aż do uzyskania przez nich całkowitej autonomii i odnalezienia się w rodzinie, w społeczeństwie, w Kościele. Jej serce było sercem matki, pełne delikatności, zdolne wyrazić dobroć i miłość. Pragnęła, by jej Siostry zakonne i wychowanki czuły się jak w domu, aby czuły się kochane i wspomagane, pocieszane i świadome otrzymanego przebaczenia. Głosiła łagodność, cierpliwość, dobroć, skromność, radość a także potrzebę zrozumienia ludzkiej słabości.

 Owocem Bożej miłości była jej wielka pokora. Mimo, iż pochodziła z rodziny szlacheckiej, unikała jednak arogancji, próżności, dumy czy  pychy, stając się natomiast troskliwą i kochającą matką sierot i ubogich dziewcząt. Troszczyła się o nie, jakby były jej własnymi, ukochanymi dziećmi. Pokora Błogosławionej Zofii Czeskiej z Maciejowskich była niczym zbroja, która chroniła ją przed wszelkim złem, pozwalając skupić się, z całą odwagą i siłą, wyłącznie na dobru bliźniego.

 Jej życie było jakby żywą przypowieścią ewangeliczną. Dlatego również dzisiaj Błogosławiona Zofia nie przestaje być dla nas i dla jej duchowych Córek, przykładem uświęcenia, które dokonuje się na drodze radosnej i codziennej służby Bogu i bliźniemu poprzez wychowanie dzieci i młodzieży. 

3. Ojciec Święty Franciszek wzbogaca dziś Kraków i Polskę jeszcze jednym, kolejnym darem, jakim jest beatyfikacja Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk (1828-1905), założycielki Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej, potocznie zwanych Siostrami Serafitkami. Również i ona poświęciła swoje życie ubogim i uciśnionym, dzieciom w sierocińcach i w przedszkolach, chorym w szpitalach. Franciszkańska radość i macierzyńska troska są cechami jej heroicznej miłości.

 Ponieważ bez wiary nie można podobać się Bogu (Heb 11, 6), Matka Małgorzata Łucja była kobietą głębokiej wiary, która przejawiała się w stałym duchu modlitwy, trzymając zawsze różaniec w ręku. Modliła się w kaplicy, w swojej zakonnej celi, w czasie podróży. W chwilach trudności, modliła się i prosiła o modlitwę. Długie godziny spędzała przed Najświętszym Sakramentem.

 Jako córka duchowa św. Franciszka z Asyżu wiedziała, że na tym świecie Syn Boży nie jest widzialny inaczej, jak poprzez Ciało i Krew Chrystusa, dlatego w czasie Mszy świętej jej modlitwa była żarliwa i nieustająca, a jej skupienie godne naśladowania. Stale nawiedzała Najświętszy Sakrament przekonana, że - jak mówił również św. Jan Bosko - jeśli chce się otrzymać liczne łaski, często należy nawiedzać Jezusa obecnego w Eucharystii. Adoracja stanowiła dla niej codzienny postój przy oazie wody życia Serca Jezusowego.

 Przy otwieraniu nowego klasztoru troszczyła się, aby natychmiast powstała w nim kaplica dla medytacji i adoracji Najświętszego Sakramentu. Siostry opowiadają, że Matka wstawała wcześnie rano, aby móc się pomodlić i pójść następnie do biednych. To właśnie miłość Boga kierowała ją ku miłości bliźniego.

 Kiedy już posunięta w latach, nie mogła poruszać się o własnych siłach, siadała przy oknie i zwrócona w stronę tabernakulum, modliła się i adorowała ukrytego w nim Boga.

 Odznaczając się szczególnym nabożeństwem do Matki Boskiej Bolesnej, Matka Małgorzata Łucja, żyła miłością radosną, spokojną i łagodną. Dlatego też wzywała swoje duchowe Córki, aby odznaczały się miłosierdziem w stosunku do wszystkich, oddając się posłudze osobom ubogim, w podeszłym wieku, chorym i niepełnosprawnym, aby nie lękały się trudności, przykrości czy innych problemów.

 Sama dawała tego przykład, przyjmując biednych i opuszczonych, karmiąc ich, opiekując się nimi i pocieszając. Wszystko, co Siostry zarabiały dzięki krawiectwu i wyszywaniu, przeznaczane było na pomoc dla biednych. Ta ofiarna miłość wymagała od nich wielkiego oddania, szczerego wyrzeczenia, cierpliwości i siły, pokoju, wierności i ofiarności.

 Z upływem czasu zasięg jej miłości stawał się coraz to szerszy, docierając do chorych w szpitalach i biednych w ich domach. W pracy opiekuńczej odznaczała się uprzejmością i delikatnością. Często rezygnowała z odpoczynku by poświęcić się pracy na rzecz osób starszych. Pomimo skromnych środków, była szczodra w stosunku do biednych, zawierzając się całkowicie opatrzności Bożej, która zawsze przychodziła jej z pomocą poprzez anonimowych i nieoczekiwanych darczyńców.

 Znana była jej dobroć. Ludzie mówili, że Matka Małgorzata zjednała sobie sympatię wielu dzięki swojej dobroci: „Była dobra w stosunku do wszystkich i wszyscy byli jej przyjaciółmi. Moja mama – zeznaje pani Helena Wycichowska – mówiła, że odwiedzała chorych. Okazywała szczególną dobroć w stosunku do osób chorych”.

 Troszczyła się zarówno o zdrowie ciała jak i o zbawienie duszy, dlatego pragnęła, aby również i ubodzy, często napełnieni goryczą ze względu na swoją uciążliwą sytuację, kochali Pana Boga, aby nawrócili się do Niego i powrócili na drogę żywej wiary.
Taką samą delikatną i matczyną miłością odznaczała się w stosunku do swoich duchowych Córek, budując je słowem i czynem. Starała się zawsze wyjść naprzeciw ich zmartwieniom, napełniając je pokojem i radością. Ona sama odznaczała się usposobieniem radosnym i skłonnym do żartów.

 Mówi się, że pewnego dnia, będąc w Warszawie, poprosiła jedną z zakonnic, Siostrę Agnieszkę, aby ubrała się w futro, włożyła jedwabny szalik na głowę i udała się z nią odwiedzić jeden z domów, którego przełożona, Siostra Weronika, nie czuła się najlepiej na zdrowiu. Wchodząc do domu Matka powiedziała, że przyprowadziła jej dostojnego gościa. Siostra Weronika, chcąc więc godnie przyjąć tego ważnego gościa, włożyła na siebie świąteczny strój. Jak tylko była gotowa, Matka pozwoliła wejść do środka owej wyjątkowej osobie, którą – jak się okazało – nie był nikt inny, jak Siostra Agnieszka. Wszyscy obecni wybuchnęli radosnym śmiechem.  

4. W ubiegły poniedziałek, 3 czerwca, w homilii podczas Mszy świętej koncelebrowanej z pracownikami Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, Papież Franciszek powiedział, że święci „to ci, którzy są posłuszni Panu i Jemu oddają cześć, którzy nie zatracili pamięci o miłości, z jaką Pan przygotował winnicę. Święci w Kościele …. czynią bardzo wiele dobra”.
Święci czynią bardzo wiele dobra nie tylko w Kościele, lecz również w społeczeństwie. Oto dziedzictwo, które zostawiają nam obydwie Błogosławione: czynić dobro i czynić je dobrze.

 Matka Zofia i Matka Małgorzata Łucja przekazują swoim duchowym Córkom nie tylko ewangeliczne błogosławieństwo w cennej posłudze osobom potrzebującym, ale przede wszystkim zapewnienie, że charyzmat ich Wspólnot prowadzi do świętości. Dlatego też dzisiejsza uroczystość to radość z dwóch nowych Błogosławionych i zarazem proroctwo o uświęceniu się ich duchowych Córek i każdego z nas.        
Amen.

 

 


Uroczystości ku czci bł. Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk

 w I rocznicę beatyfikacji

7-8.06.2014 r. Oświęcim

 szewczyk dz1

J.E. Ks. Bp Roman Pindel

Ordynariusz Bielsko - Żywiecki

szwczyk dz

szewczyk dz2

szewczyk dz3

szewczyk dz6

szewczyk dz5

szwczyk dz4

Zdjęcia Jadwiga Kamińska

GALERIA


 

20 Grudnia 2012 r. Ojciec św. Benedykt XVI przyjął na audiencji Prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, Kard. Angelo Amato. Podczas audiencji papież zezwolił na promulgowanie (czyli ogłoszenie i podanie do publicznej wiadomości) 24 dekretów tej dykasterii. Jeden z nich dotyczył cudu powrotu do zdrowia, wyproszonego za przyczyną Sł. Bożej Matki Małgorzaty Szewczyk. Dekret potwierdzający prawdziwość tego wydarzenia jest ostatnim etapem procesu i otwiera drogę do rychłej beatyfikacji Założycielki Zgromadzenia Sióstr Serafitek Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk.

MODLITWA
o uproszenie łask za przyczyną Czcigodnej Sł. Bożej Małgorzaty Łucji

Boże w Trójcy Jedyny, Który powołałeś Swoją Służebnicę Małgorzatę Łucję do troszczenia się o ubogich i opuszczonych członków Mistycznego Ciała Chrystusa Pana, daj nam iść za głosem Twojej świętej woli, a za przyczyną Twej Służebnicy Małgorzaty Łucji udziel nam łaski… o którą pokornie prosimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

3 x Chwała Ojcu…

 


 

Ekshumacja doczesnych szczątków M. Małgorzaty Szewczyk

Ważny moment w przygotowaniach do beatyfikacji.

 

Dnia 22 lutego 2013 r., uroczystą Eucharystią rozpoczęto kolej­ną ekshumację Matki Małgorzaty Szewczyk, Założycielki Zgroma­dzenia Sióstr Serafitek. W modlitewnej zadumie, przy zachowaniu wszelkich procedur prawnych, wyjęto trumienkę ze szczątkami Matki z sarkofagu w przedsionku kościoła w Oświęcimiu. Następ­nie procesyjne przeniesiono trumnę do specjalnie przygotowane­go pomieszczenia, gdzie dokonano rekognicji, czyli rozpoznania doczesnych szczątków, przyszłej błogosławionej. Nad prawidło­wym przebiegiem ekshumacji czuwał O. Gabriel Bartoszewski wraz z przedstawicielami Kurii Biskupiej w Bielsku-Białej oraz zespołem lekarzy.

Dla całej wspólnoty Sióstr, zebranej tego dnia w klasztorze w Oświęcimiu, był to moment ważny i doniosły. Ekshumacja zakończyła się wydzieleniem kości, które umieszczone zostaną w relikwiarzach. 

 


 

S. Małgorzata Łucja Szewczyk – historia życia

Część I

Małgorzata Łucja Szewczyk przyszła na świat w 1828 roku na Wołyniu (obecnie Ukraina), w katolickiej rodzinie szlacheckiej, jako córka Marianny i Jana, zamożnego dzierżawcy folwarku i cukrowni w Szepetówce, koło Zasławia. Dobra te stanowiły wówczas własność książąt Sanguszków, szeroko znanych ze swej pracowitości, przywiązania do wiary katolickiej i patriotyzmu.

Pierwsze lata swego dzieciństwa Łucja spędziła w rodzinnej atmosferze domu, który cechowały piękno i dostatek. Mając zaledwie siedem lat, przeżyła śmierć ojca w wyniku ostrych represji ze strony rządu rosyjskiego po upadku powstania listopadowego. Dwa lata później umarła jej matka, zostawiając Łucję zupełną sierotą. Po śmierci rodziców losem małoletniej sieroty zajęła się dużo od niej starsza siostra przyrodnia, która otoczyła ją macierzyńską opieką i zatroszczyła się o jej staranne wychowanie.

Z domu rodzinnego wyniosła mocną wiarę i zdrowe zasady moralne; tam nauczyła się modlitwy, zaufania Bogu i Jego Opatrzności a także poddania się woli Bożej; tam też poznała wartość ofiary i cierpienia. Wczesne osierocenie było dla Łucji trudną szkołą życia, w której wzrastała. Źródłem jej duchowej mocy w pokonywaniu przeciwności była głęboka wiara, w której była wychowywana od najmłodszych lat oraz dziecięca miłość wobec Boga i Matki Najświętszej. Po rodzicach odziedziczyła silną wolę, pracowitość, pełną prostoty dobroć oraz pogodę ducha, którą odznaczała się nawet w najtrudniejszych chwilach życia.   

Łucja wzrastała w niezwykle trudnym okresie terroru i ograniczeń stosowanych przez rząd carski, których celem było systematyczne i bezwzględne niszczenie wszelkich śladów polskości i przejawów wiary katolickiej na Kresach wschodnich. Patrząc na przykład swoich bliskich, uczyła się zawierzać wszystko Bogu i w Nim szukać pomocy w tych trudnych czasach.

Pomimo ostrych represji życie religijne katolików było tutaj bardzo mocne; rzesze pielgrzymów przybywały do sanktuariów maryjnych rozsianych na ziemi wołyńskiej; rozwijał się w ukryciu III Zakon św. Franciszka, który istniał tu nieprzerwanie nawet w latach największej niewoli politycznej i stanowił zawsze bardzo ważną pomoc w apostolskiej działalności Kościoła. Łucja od młodości należąc do Rodziny franciszkańskiej na Wołyniu, zgłębiała idee św. Franciszka i usilnie starała się żyć według wzoru, jaki pozostawił swoim naśladowcom. Mając dwadzieścia lat złożyła profesję tercjarską, która była dla niej aktem wyrażającym całkowite oddanie się umiłowanemu nade wszystko Bogu. Pozostała wierna podjętej decyzji do końca życia, zawdzięczając jedynie Bogu i Matce Najświętszej szczególną pomoc w przezwyciężaniu napotykanych przeciwności. Jako tercjarka, mimo prześladowania, służyła ofiarnie potrzebującym, zwłaszcza chorym i pozbawionym opieki.

W roku 1870 Łucja, jako osoba energiczna, odważna i pełna żywej wiary, decyduje się wraz z drugą tercjarką na pielgrzymkę do Ziemi Św. i do Loreto, celem głębszego poznania Bożych zamiarów względem niej. Była to pielgrzymka długa, męcząca a także w owych czasach nadzwyczaj niebezpieczna.

W Ziemi Świętej Łucja pozostała około trzech lat. Jako wolontariuszka służyła chorym pielgrzymom w szpitalu francuskich Sióstr św. Józefa, pod kierunkiem duchowym o. Jukundyna Bielaka, franciszkanina, opiekuna polskich pątników. Poprzez nawiedzanie miejsc związanych z ziemskim życiem Zbawiciela i Jego Matki oraz pomoc ubogim i cierpiącym, Łucja miała możność przeżyć głębiej Ewangelię Chrystusa i doświadczyć Jego miłości. Tam również odnalazła swoją życiową drogę i złożyła przyrzeczenie, że poświęci się całkowicie Bogu przez służbę opuszczonym, ubogim i cierpiącym. Bolesna Matka z Góry Kalwarii, którą tak bardzo ukochała, stanie się odtąd Mistrzynią i Opiekunką jej apostolatu.

Głębokie doświadczenie miłości Boga w życiu Łucji zostało umocnione wskutek ocalenia z grożącego niebezpieczeństwa podczas burzy na Morzu Czarnym w drodze powrotnej do kraju; następnie w sanktuarium Matki Bożej w Loreto, gdzie doznała łaski uzdrowienia z nie gojącej się rany na czole i otrzymała tak bardzo potrzebne jej światło odnośnie obietnicy uczynionej u Grobu Chrystusa. Ten cudowny znak natchnął ją taką ufnością w Opatrzność Bożą i duchową mocą, że odtąd poszła mężnie i wytrwale tam, gdzie ją Bóg wołał, stając się niestrudzonym narzędziem Bożego Miłosierdzia, którego sama tak mocno doświadczyła.

Część II

 Początki Zgromadzenia w Zakroczymiu. Sł. Boża Małgorzata Łucja Szewczyk, kierując się pragnieniem wiernego wypełnienia Bożych zamiarów względem niej, wkrótce po powrocie z Ziemi Św. opuszcza swe rodzinne strony i udaje się do Warszawy pełna ufności, że Bóg w swej Opatrzności wskaże jej właściwą drogę i poprowadzi do celu. Stąd udała się do Zakroczymia, by nawiązać kontakt z Bł. Honoratem Koźmińskim i odprawić rekolekcje pod jego kierunkiem. Odtąd Bł. Honorat został jej kierownikiem duchowym, którego bardzo ceniła.

 Po wyrażeniu jego zgody Łucja wynajęła mieszkanie w Zakroczymiu i przyjęła do siebie dwie opuszczone staruszki, którymi się gorliwie opiekowała. Gdy przyłączyła się do niej pierwsza kandydatka, wynajęła drugie mieszkanie i przyjęła kolejne staruszki; pielęgnowała je z wielką miłością i poświęceniem, dając w ten sposób początek nowej Rodzinie zakonnej pod kierunkiem Bł. Honorata, o nazwie pierwotnej „Siostrzyczki Ubogich”. Wtedy też Łucja przyjęła imię Małgorzata. W 1881 r. zapoczątkowane Zgromadzenie bezhabitowe Ojciec Honorat oddał pod opiekę Matki Bożej Bolesnej a we wstępie do Ustaw umieścił jego hasło: Wszystko dla Jezusa przez Bolejące Serce Maryi.

 Do Łucji zaczęły przyłączać się inne kandydatki ożywione tym samym co ona pragnieniem niesienia pomocy najbardziej potrzebującym; to pozwalało jej rozszerzyć zakres pracy charytatywnej. Siostry służyły opuszczonym i chorym w Zakroczymiu, a później w Warszawie i w Częstochowie, zdobywając środki na utrzymanie ubogich - szyjąc bielizną kościelną i szaty liturgiczne. Matka Założycielka wychowywała swe duchowe córki do ofiarnej i radosnej służby cierpiącym. Pierwsze lata istnienia Zgromadzenia pod zaborem rosyjskim, wymagały niezwykłego wysiłku, odwagi i gorliwości, by prowadzić dzieła miłosierdzia i w ukryciu rozwijać życie zakonne.

Część III

 W Hałcnowie. W 1891 roku Matka Małgorzata, w trosce o dalsze losy założonego Zgromadzenia, podjęła trudną decyzję osiedlenia się w Galicji, gdzie istniała większa swoboda religijna. Pełna ufności w pomoc Bożą, udała się najpierw do kard. Dunajewskiego, który przyjął Siostry życzliwie do swo­jej diecezji. Odpowiedzią Boga na bezgraniczne zaufanie Jego Opatrzności był dar Rodziny Czeczów, dworek z ogrodem w Hałcnowie, który po prze­prowadzeniu odpowiednich remontów poświęcił kard. Dunajewski. Równo­cześnie poświęcił przygotowane habity dla sióstr, udzielając im pasterskiego błogosławieństwa. Odtąd ukryte Zgromadzenie Siostrzyczek Ubogich za­częło występować jaw­nie, jako habitowe, pod nazwą Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bole­snej, znanych także jako Siostry Serafitki.

hacnow

Dom w Hałcnowie
po poświęceniu przez kard. Albina Dunajewskiego 14 sierpnia 1891 r.

 Matka Małgorzata, wrażliwa na ubóstwo i ludzkie cierpienia, progi domu w Hałcnowie otwarła nie tylko dla ubogich staruszek, ale także dla sierót i dzieci, którym poświęciła szczególną uwagę po osiedleniu się w Galicji. Kontynuując opiekę nad opuszczonymi staruszkami, nad chorymi w szpitalach i domach prywatnych, organizowała równocześnie sierocińce i ochronki dla dzieci pozbawionych opieki rodziców i warunków rozwoju. Dla ubogich dziewcząt otwierała pracownie krawieckie i hafciarskie, gdzie mogły one rozwijać swoje zdolności, zdobywać środki do życia a także formację religijną i duchową. To była pełna poświęcenia odpowiedź Sióstr Serafitek na naglące potrzeby środowiska. Świadectwo ich ofiarnej miłości w służbie potrzebującym pociągało młode i gorliwe dziewczęta, które powiększały szeregi sióstr, by uczestniczyć w ich charyzmacie i misji. 

cdn.

Część IV

W Oświęcimiu. W roku 1892 Matka Założycielka, mając silną wiarę i ufność w pomoc Bożą, rozpoczęła budowę domu centralnego w Oświęcimiu. Poświęcenie kamienia węgielnego odbyło się 1 maja 1893 roku. Pod koniec 1894 roku został przeniesiony z Hałcnowa do nowego klasztoru w Oświęcimiu Zarząd Generalny Zgromadzenia, a po kilku miesiącach znalazł w nim swoje miejsce nowicjat. Służebni­ca Boża, natchniona miłosierdziem płynącym z kontemplacji Chrystu­sa, w miarę wzrostu liczby sióstr rozwijała działalność charytatywną w Oświęcimiu i na różnych placówkach zakładanych w Galicji, wyka­zując niezwykły zapał i gorliwość apostolską. Początkiem 1897 r., kie­rując się pragnieniem rozszerzenia kultu Najśw. Sakramentu, podjęła decyzję budowy kościoła przy klasztorze w Oświęcimiu, zdając się z bezgraniczną ufnością na Bożą Opatrzność. W przeciągu dwu i pół lat został wybudowany kościół w stylu neogotyckim pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej, konsekrowany 7 listopada 1899 roku, który jest owocem ogromnej miłości Boga i zaufania Jego Opatrzności ze stro­ny Sł. Bożej i jej sióstr. Ona umiała patrzeć w niebo z wielką ufnością i stamtąd oczekiwać pomocy. Umiała także patrzeć na bliźnich oczami i sercem pełnymi Boga, dlatego też, nie mając niczego, dokonywała wielkich dzieł „dla Jego chwały i dobra cierpiącej ludzkości", zawsze pogodna i zrównoważona, pomimo licznych przeciwności i wyrze­czeń. Przyświecała jej dewiza: „Niech będzie za wszystko Bóg błogo­sławiony i uwielbiony".

Matka Założycielka przez 23 lata zarządzała Rodziną Serafitek, stawiając jej za cel posługę ubogim, cierpiącym i opuszczonym; tro­skę o ich potrzeby duchowe i materialne.


Część V

Nieszawa

Matka Założycielka sprawowała urząd Przełożonej generalnej przez okres 23 lat. Po przekazaniu władzy m. Hieronimie Węgrzyk, w maju 1904 roku udała się do Nieszawy pod zaborem rosyjskim, gdzie siostrom nie wolno było nosić habitów. Mimo słabego zdrowia, włączyła się w życie codzienne sióstr i organizowała różne formy po­mocy miejscowej ludności. Ostatnie cierpienia znosiła z heroiczną cierpliwością, trwając nieustannie na modlitwie, głęboko zjednoczo­na z Bogiem i Jego wolą. Swoją ofiarą, cierpieniem i modlitwą wspie­rała umiłowane przez nią Zgromadzenie.

U schyłku życia swą głęboką troskę o całą Rodzinę zakonną Sł. Boża wyraziła w słowach Testamentu skierowanego do wszystkich Sióstr, do którego załączone jest matczyne ostatnie błogosławieństwo. Testament Matki Założycielki, przechowany w archiwum Zgroma­dzenia, napisany został własnoręcznie na skrawku papieru i wzmoc­niony podłożonym kawałkiem białego płótna, oraz zaopatrzony w czerwoną, lakową pieczęć.

Matka Małgorzata Łucja Szewczyk zmarła 5 czerwca 1905 roku, pochowana uroczyście na cmentarzu parafialnym w Nieszawie, w grobowcu rodziny s. Augustyny Ogrodowskiej. Było to miejsce tymczasowe, ponieważ Zgromadzenie chciało w przyszłości prze­wieźć ciało Zmarłej do Oświęcimia, jednak przez wiele lat nie było to możliwe pomimo czynionych starań.

Przez 26 lat spoczywała na tym cmentarzu, otoczona miłością i czcią miejscowej ludności.

 


 

CUDA I ŁASKI

za przyczyną Sł. Bożej Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk

Pośród licznych łask otrzymanych za przyczyną Matki Małgorzaty Łucji są też bardzo znaczące, które mają charakter nadzwyczajny. Jedna z nich, rozpatrywana przez komisję specjalistów oraz Teologów i Kardy­nałów w Kongregacji do Spraw Świętych, została uznana za prawdziwy cud. Dotyczy uzdrowienia z grzybicy kropidlakowej płuc, które miało miejsce w 1975 r. i odnosi się do jednej z sióstr serafitek. Tę groźną chorobę stwierdzono u niej na oddziale torakochirurgii w Bystrej Śląskiej począt­kiem 1974 r. Siostra została poddana operacji, której dokonał dr Zbigniew Drzewski. Choroba jednak nie ustępowała, co było powodem dokonania kolejnej operacji, która także nie przyniosła poprawy. Mimo czynionych wysiłków stan kliniczny siostry był bardzo ciężki: wysoka gorączka nie ustępowała, produkcja treści ropniaka nie zmniejszała się, co zmuszało do częstych opatrunków; ujawniła się także niewydolność oddechowa po zabiegach chirurgicznych. W związku z brakiem odpowiednich leków, ta choroba była wówczas uważana przez lekarzy za nieuleczalną w polskiej rzeczywistości. Przetoka ropiejąca trwała nieprzerwanie 18 miesięcy, tzn. do połowy maja 1975 roku, kiedy to nagle zamknęła się i nastąpiło nie­spodziewane, całkowite i trwałe wyzdrowienie, ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich, a zwłaszcza lekarzy.

Po dwu tygodniach obserwacji i stwier­dzeniu całkowitego wyzdrowienia, siostra została wypisana z oddziału. Według opinii lekarzy nie było u niej więcej nawrotów choroby. Nagły powrót do zdrowia siostra przypisuje jedynie wstawiennictwu Matki Założycielki, do której miała wielkie zaufanie. Gdy lekarz wyraź­nie uświadomił jej, że nie ma nadziei powrotu do zdrowia, ona wtedy zwróciła się do Matki Małgorzaty z gorącą modlitwą o pomoc. Razem z nią rozpoczęły Nowennę siostry w Oświęcimiu i Makowie Podhalańskim oraz najbliższa rodzina. Bóg wysłuchał ufnej modlitwy i siostra dostąpiła łaski cudownego uzdrowienia. Po wyjściu ze szpitala objęła obowiązek zakrystianki w kościele klasztornym w Oświęcimiu, gdzie znajduje się grób Matki Założycielki. Z wielkim oddaniem spełniała ten obowiąz­ki przez około 34 lata, aż do chwili śmierci, która nastąpiła w wyniku niewydolności krążenia. Zmarła na stopniach ołtarza przygotowując, jak co dzień, świece na adorację Najświętszego Sakramentu.

 

ŚWIADECTWA

Pragnę wyrazić wdzięczność Bogu w Trójcy jedynemu za łaskę otrzymaną za przyczynę naszej Matki Założycielki Małgorzaty Łucji Szewczyk. 10 lat temu zostałam skierowana do szpitala w związku ze złym stanem zdrowia. Po badaniach lekarz prowadzący postawił następującą diagnozę: owrzodzenie jelita grubego na podłożu nowotworowym. Zostałam natychmiast skierowana na operację. Lekarz wskazał na przyśpieszenie zabiegu w związku z ryzykiem wystąpienia bardzo silne­go bólu, którego nie mogłabym znieść. Po otwarciu jamy brzusznej okazało się, że jelito grube jest zupełnie czyste, brak owrzodzenia. W związku z tym zabieg zakoń­czono. Jestem przekonana, że zostałam uzdrowiona za przyczyną Matki Założycielki, którą gorąco prosiłam o wstawiennictwo w czasie mojej choroby. Również siostry we wspólnocie oświęcimskiej razem ze mną modliły się o łaskę zdrowia dla mnie"

s. Radosława

20.05.2007 Oświęcim      

Co myślę, mówiąc: MATKA MAŁGORZATA?

 Gdy osiemnaście lat temu poznawałam Siostry Serafitki, każda z nich przedstawiając Zgromadzenie z czułością i pietyzmem mówiła o jego Założycielce - Matce Małgorzacie Łucji Szewczyk. Z czasem Matka stawała się dla mnie uosobieniem dobroci, łagodności, symbolem pielgrzyma wytrwale zdążającego drogą Pana. Wiele razy myśląc o jej wyborach, zastanawiało mnie i głęboko zadziwiało zaufanie Bożej Opatrzności, pewność słuszności podejmowanych decyzji, niezwykła dojrzałość i harmonia duchowa. Gdy wstąpiłam do Zgromadzenia, wiedziałam już, że czeka tu na mnie Matka... Często wpatrywałam się w jej oczy - z jednej strony lekko surowe i stanowcze, a drugiej pełne wyrozumiałej i cierpliwej miłości... Z dnia na dzień Matka stawała się dla mnie pośredniczką, a także wzorem, do którego tak trudno dorosnąć... jednak, im dłużej myślałam o jej niezwykłym w swej prostocie i ubóstwie życiu, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że ona, tak jak i wszyscy Święci, ukazują nam, że droga do nieba jest możliwa, ale każdy z nas musi ją przejść sam, zostawiając w historii świata swoje własne ślady... Nikt nie może być drugim Franciszkiem, Klarą, czy też Matką Małgorzatą, każdy z nas ma bowiem na nowo odbijać w sobie, jak na białej chuście - Twarz samego Chrystusa... Patrząc na Matkę Małgorzatę dostrzegam także, jak Bóg zawsze wywyższa pokornych, tych, którzy umieli rozpoznać Jego samego w ubogich i cierpiących tego świata.                                                                                                                                    

Ufaj Bogu i Jego świętej Opatrzności.

Matka Małgorzata

 


 

 PROŚBA

Osoby, które przechowują wspomnienia i pamiątki dotyczące pracy Sióstr Serafitek proszone są o kontakt:

Siostry Serafitki, ul. Łowiecka 3
30-106 Kraków, tel. (012) 424 92 00
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Strona internetowa: Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej /Serafitki/